Nowy-stary Passat

Paryż obfituje w tym roku w bardzo ważne premiery. Podczas targów motoryzacyjnych we Francji pokazane zostało nowe Quattro, kolejny model Mercedesa CLSa oraz Volkswagen Passat B7. Mimo iż niemiecka marka deklaruje, że nowa wersja limuzyny dla ludu jest całkowicie różna od modelu poprzedniego, mi nadal jakoś całość zalatuje oznaczeniem B6.

Siódma już wersja Passata jest o 4 mm dłuższa od swojego poprzednika. W efekcie uzyskano długość niemalże 4,8 metra dla sedana i kombi. Różnice między wersjami nadwoziowymi wynoszą zaledwie 2 mm. Szerokość oraz wysokość pozostała bez zmian. Limuzyna o oznaczeniu B6 do dzisiaj chwalona jest za ogromną ilość miejsca we wnętrzu oraz stanowi jedno z największych aut w swojej klasie. W związku z tym Volkswagen nie musiał zaprzątać sobie głowy zwiększaniem rozmiarów modelu B7.

Co można powiedzieć o wyglądzie? Niemcy deklarują, że praktycznie każdy panel karoserii został zmieniony na nowy. Nie tknięto jedynie dachu. W związku z tym można by się spodziewać naprawdę drastycznej zmiany. Już pierwszy rzut oka na zdjęcia powoduje jednak, że nadzieja na nowy wygląd musi być porzucona. B7 prezentuje się niemalże identycznie co B6. Nie bardzo wiem zatem w jaki sposób każdy z elementów może być nowy. Aby jednak klienci nie powiedzieli, że przedstawiciele Volkswagena chcą im wcisnąć kit, projektanci pogrzebali nieco przy przodzie i tyle auta. Z tyłu pojawiły się poprawione lampy, które zwracają na siebie uwagę czerwonymi kloszami. W skali całej karoserii najbardziej drastycznie przebudowano przód. Ten został dostosowany do nowej stylistyki marki. Zobaczyć można kwadratowe lampy, chromowany grill i całkowicie inaczej poprowadzoną linię zderzaka.

Jeżeli chodzi o wnętrze, projektanci VW wykazali się jeszcze większym lenistwem. Wzięto bowiem rozwiązania z Passata B6, a następnie dołożono nową kierownicę. W efekcie jakbyście wsiedli do nowego modelu z zamkniętymi oczami, nie wyczulibyście żadnej różnicy. Niemcy są bardzo dumni z analogowego zegarka. Jego zadaniem jest wykonanie ukłonu w stronę aut takiej klasy, jak Phaeton. Mimo iż sam pomysł jest niezły, zegarek został tak dobrze ukryty, że aby go znaleźć zdjęcia najlepiej jest studiować z lupą.

Praktycznie od zawsze Volkswagen zapewnia szeroką paletę jednostek napędowych. Nie inaczej będzie także i w przypadku nowego - starego Passata. Podstawowy diesel dysponować ma pojemnością 1.6-litra i mocą 105 KM. Mimo iż limuzyna w takiej konfiguracji z pewnością nie będzie ścigaczem, ma być niezwykle oszczędna. System start/stop oraz inne ekologiczne rozwiązania mają sprawić, że na jednym baku pokonacie nawet 1600 km. Mocniejsza jednostka wysokoprężna jest świetnie znana posiadaczom Passata B6 i Golfa V. Oczywiście chodzi o 2-litrowego TDI, który występować będzie w dwóch wersjach mocy. Słabszy wariant zapewnia 140, a mocniejszy 170 KM.

Większym zaskoczeniem nie będzie także paleta jednostek benzynowych. Na samym dole hierarchii znajduje się znany silnik 1.4. Dzięki turbinie agregat rozwija 122 KM. Następny w kolejce jest 1.8 turbo. Tutaj dźwiganiem ciężkiej limuzyny zajmie się stado 160-ciu koni. Kolejna jednostka przeszła delikatny lifting. W modelu B6 2-litrowe turbo rozwijało moc 200 KM. Jako że B7 to „całkowicie inny” model, możliwości zostały poprawione o całe 10 koni. „Prawdziwa rewolucja” dotyczy najmocniejszego silnika benzynowego. Zamiast motoru 3,2 litra, pojawi się jednostka 3,6 litra. Nowa V-szóstka osiągnie moc 300 KM i zostanie wyposażona w nowatorski dyferencjał o oznaczeniu XDS.

W standardzie napęd będzie przekazywany na przednie koła. Za dopłatą zdecydować się można na napędzanie czterech kół. Rozwiązanie nie będzie jednak dostępne ze wszystkimi jednostkami. Większych nowości nie przyniesie także skrzynia biegów. Łącznik między silnikiem a koła może być wykonany w technologii DSG lub wymagać zmiany ręcznej.

Passat B7 pojawi się w salonach sprzedaży na początku roku przyszłego. Cennik na razie nie jest znany. Jako że jednak większość elementów karoserii jest nowa, z pewnością można się spodziewać nieco wyższych wartości, niż w przypadku modelu B6.

Rozumiem, że Volkswagen był praktycznie zawsze marką niezwykle konserwatywną. Jego projektanci słusznie wierzyli, że w prostej sylwetce leży recepta na długowieczność. Muszą jednak zrozumieć, że konserwatyzm nie równa się lenistwu. Przed premierą nowego modelu warto byłoby zatem postarać się zmienić coś więcej, niż tylko lampy z przodu i z tyłu. Taka metamorfoza wsparta zaklinaniem rzeczywistości może niestety nie przemówić do klientów. W efekcie sytuacja znajdzie swoje odbicie w wynikach sprzedaży. To już jednak będzie problem marki. Dodam tylko, że dosyć poważny problem.

Własna strona internetowa za darmo - sprawdź